Na terenie Bazy Lotniczej Małaszewicze swoją historię zakończyły niektóre samoloty nie będące na wyposażeniu obsługi bazy, ani nie należące do stacjonujących tu 220. Dywizjonu Bombowego i Eskadry Ćwiczebno-Bombowej. Do takich maszyn należał PZL P-11c. – polski myśliwiec.
Konstruktorem linii samolotów PZL P-11 był inż. Zygmunt Puławski, który pierwszy prototyp zaprojektował na przełomie 1930/31r. W wyniku rozwoju oraz modernizacji tej serii powstawały kolejne modele (np. PZL P-11a, PZL P-11b). W 1934r. powstał prototyp PZL P-11c. Wojsko Polskie złożyło zamówienie na 150 sztuk tej wersji myśliwca, produkowaną w latach 1934-36.
PZL P-11c był jednomiejscowym górnopłatem o metalowej konstrukcji. Posiadał trapezowate skrzydła od przodu zwężone przy kadłubie o „mewim” kształcie. Kadłub z przodu o przekroju kołowym przechodził w jajowatą, a na końcu w soczewkową formę. Wyposażony w silnik Bristol Mercury V S2 o mocy 595-600 km, osiągał prędkość 300-350 km/h. Podczas wojny był wolniejszy od niemieckich samolotów, ale o wiele bardziej zwrotny, co stanowiło jego atut. Zastosowanie górnopłatu typu „puławskiego” (od nazwiska inżyniera) – tzw. mewie skrzydła oraz odpowiedniej konstrukcji pozwalały na wysoką manewrowość i ułatwiały walkę kołową. Na uzbrojenie składały się dwa zamontowane karabiny maszynowe – początkowo Vickers wz. E, a później PWU wz. 33 kaliber 7,92 mm.
Myśliwiec ten stał się podstawowym samolotem polskiego lotnictwa. Pod koniec sierpnia 1939r. 110 PZL P-11c (ze 130 PZL P-11) zostało przydzielonych do Brygady Pościgowej (111., 112., 113. i 114. Eskadry Myśliwskiej) oraz jednostek wchodzących w skład poszczególnych armii (121. i 122. EM Armii „Kraków”, 131. i 132. EM Armii „Poznań”, 141. i 142. EM Armii „Pomorze”, 152. EM Armii „Modlin”).
To właśnie ze 131. Eskadry Myśliwskiej myśliwiec o nr „4” trafił w czasie wojny na nasze tereny. Rzeczona eskadra wraz ze 132. należała do III/3. DM (III Dywizjonu Myśliwskiego 3. Pułku Lotnictwa w Poznaniu). Tu warto nadmienić, że dywizjon był potocznie nazywany „Krukami” od godeł jakie miały obie eskadry czy właśnie kruków. Pilotem tej maszyny był ppor. Lech Grzybowski. Zanim jednak poznańska „Czwórka” wylądowała w Małaszewiczach przebyła długą i niebezpieczną drogę w czasie wojny obronnej 1939r.
Od 1 września poznański dywizjon operując z lotniska w Dzierznicy organizował zasadzki na bombowce i eskortujące je myśliwce niemieckiej Luftwaffe. Podczas jednej z takich akcji 6 września ppor. Lech Grzybowski zestrzelił Heinkla He 111 w okolicach wsi Osiek Mały (na płd.-wsch. od Konina). Do 8 września jednostka prowadziła intensywne działania na terenie Wielkopolski. Wraz z upływem czasu przebazowując się na kolejne lotniska w kierunku stolicy, przemieszczała się za Armią „Poznań”. Wykonywała także zadania dla Armii „Łódź” w rejonie Kalisza.
8 września doszło do reorganizacji samego dywizjonu. Dowódca mjr. Mieczysław Mümler rozwiązał 131. Eskadrę Myśliwską, a jej pilotów i maszyny przydzielił do 132. EM. Po połączniu liczba samolotów w eskadrze wynosiła 14, a pilotów – 20. Niezdatne maszyny i zbędny personel został odesłany w kierunku Lublina.
9 września „Kruki” stacjonowały już na lotnisku Ostrowy koło Kutna. Tego dnia włączyły się do Bitwy nad Bzurą. Wykonywały swoje zwykłe zadania jak eskortowanie 34. Eskadry Rozpoznawczej oraz zwalczały wrogie lotnictwo. W tej największej bitwie kampanii wrześniowej swój udział zaznaczył ppor. L. Grzybowski, który tym razem strącił Messerschmitta BF 110. Istnieją tylko rozbieżności co do daty tego faktu. Niektóre źródła podają datę 9 lub 10 września. Natomiast sam pilot w swoich wspomnieniach podaje dzień 11 września – kiedy leciał z Krośniewic w kierunku Koła. Po tym zwycięskim pojedynku jako trofeum otrzymał kask i odznakę pilota.
Wrogie lotnictwo zaciekle tropiło „Kruki” co wymuszało częstą zmianę lotnisk (Lubień, Mnich, Luszyn). Mimo ponoszonych strat w sprzęcie jednostka nadal wykonywała swoje zadania, jednocześnie czekając na uzupełnienie samolotów, które miało zostać dostarczone z Brześcia nad Bugiem.
16 września eskadra wykonała swoje ostatnie zespołowe zadania. Dwa klucze (w jednym z nich znalazł się ppor. L Grzybowski) zaatakowały zmotoryzowaną kolumnę wroga na trasie Dobra-Uniejów, zadają jej spore straty. Jeszcze tego samego dnia jednostka została okrążona przez Niemców w rejonie Osmolin-Kiernozia na linii rzeki Bzury. Straty były wysokie, a uzupełnienie nie dotarło. Wieczorem 16 września okazało się, że sprawne są tylko 3 myśliwce. Mjr. Mieczysław Mümler wydał więc rozkaz o ewakuacji, która nastąpiła następnego dnia.
Jednym ze sprawnych samolotów była „Czwórka” ppor. L. Grzybowskiego. Zabrał on ze sobą dodatkowego pasażera ppor. Henryka Bibrowicza. Wolne miejsce powstało za fotelem pilota po wymontowaniu radiostacji. Maszyny odleciały na wschód w kierunku Brześcia nad Bugiem.
Kiedy PZL P-11c ppor. L. Grzybowskiego znalazł się nad Twierdzą Brzeską został ostrzelany przez artylerię przeciwlotniczą. Piloci sądzili, że ogień do nich otworzyła własna artyleria. Nie wiedzieli, że twierdza i miasto zostały już zdobyte przez wroga. Aby uniknąć trafienia ppor. L. Grzybowski wykonał gwałtowny manewr i o mały włos „nie zgubił” w powietrzu swojego towarzysza.
Ostatecznie wylądowali na trenie opuszczonej Bazy Lotniczej Małaszewicze. Chwilę później wjechały tu niemieckie wozy opancerzone i nieprzyjaciel zajął lotnisko. Między innymi podpalił ich samolot i wysadził beczki z benzyną – o czym wspominał ppor. L. Grzybowski. Piloci skryli się bezpiecznie w zaroślach i uciekli. Przy próbie dostania się do granicy z Rumunią zostali schwytani przez sowietów i trafili do obozu. Przetrwali, a następnie wypuszczeni z niewoli (Układ Sikorski-Majski) znaleźli się w armii gen. Wł. Andersa. Wraz z nią dotarli na Zachód. Finalnie wylądowali w Wielkiej Brytanii. Ppor. L. Grzybowski służył w 306. Dywizjonie Myśliwskim, a ppor. H. Bibrowicz – 315. Dywizjonie Myśliwskim. Obaj też zostali awansowani do stopnia kapitana.
W Bazie Lotniczej Małaszewicze pozostał poznański myśliwiec, który nie nadawał się już do użytku (częściowo spalony w środku). Został uwieczniony na niemieckich zdjęciach jeszcze z 1939r. (po 17 września). Dzięki nim można odczytać klika ważnych informacji. Nosił podskrzydłowy nr „804 P” (to nr ewidencyjny pułkowy, litera „P” oznaczała 3. Pułk Lotnictwa w Poznaniu). Tuż za kabina pilota na burcie widniała „4” czyli nr taktyczny nadany w 131. EM. Istotną rzecz stanowiło też tło. Na jego podstawie można stwierdzić, że ppor. L. Grzybowski wylądował w pobliżu II Grupy Budynków na lotnisku. Okazało się także, iż nie był to ostatni akord historii poznańskiej „Czwórki”. Istnieje przynajmniej jedna niemiecka fotografia z późniejszego okresu (zapewne 1940r.) prezentująca samolot niemal w takim samym stanie, lecz przeniesiony w inne
miejsce. PZL P-11c znajduje się tu w towarzystwie małaszewickich „Łosi”, a w tle widać I Grupę Budynków. Przemieszczenie go w te konkretną lokalizację nie było przypadkowe. Niemcy wykorzystali zebrane tam maszyny na potrzeby kręcenia swojego filmu propagandowego o kampanii wrześniowej Kampfgeschwader Lützow (premiera miała miejsce w lutym 1941r,). Wszystkie zostały spalone w trakcie realizacji filmu.
W ten sposób kończy burzliwa i zarazem chwalebna wojenna epopeja poznańskiej „Czwórki” ze 131. Eskadry Myśliwskiej. Maszyna odbyła długą drogę by trafić z Poznania do Małaszewicz. Za sprawą ewakuacji jej historia stała się także naszą lokalną i stanowi kolejny odkryty element dziejów Bazy Lotniczej Małaszewicze.
Opracował: Dominik Litwiniuk


